wtorek, 25 marca 2014

Budujemy nowy gród, azbestowy nowy gród...

Od jesieni mało pisałam, bo i szyłam mniej niż zazwyczaj. Nie znaczy to jednak, że nie robiliśmy zupełnie nic rekonstrukcyjnego. Korzystając z lekkiej zimy udało się podciągnąć sporo prac w osadzie Białogród, gdzie dosyć często bywamy i się trochę udzielamy.

czwartek, 27 lutego 2014

Znak życia i bonus ;)

Żeby nie było, że umarłam i nie żyję ;)

W przygotowaniu dwa wpisy, muszę tylko znaleźć chwilę, żeby je skończyć.

A poza tym, w perspektywie, szykuje się ciekawy okołowędrówkowy projekt - tym razem związany z wodą, i to z tych głębszych niż woda w stawie. Muszę, w ramach przygotowań, przejrzeć ciuchy i sprawdzić, co się nada i co muszę na siebie włożyć, żeby nie dostać hipotermii ;) Na pewno będzie sporo do doszycia, szczególnie coś pod kieckę i coś na głowę. I kaftan do wyremontowania, bo jest z grubego, mocno zbitego sukna. Ale o tym i ogólnie o przygotowaniach do projektu jeszcze napiszę.

W ogóle na ten rok szykuje się dużo ciekawych pomysłów do realizacji, i rzemieślniczych i wyprawowych i, że tak to ujmę, średniowieczno-bytowych. Mam nadzieję, że uda mi sie opisywać je na bieżąco.

A żeby nie było, że żadnej treści bardziej merytorycznej - taka ciekawostka dla reko-mam karmiących cycem:


Jak rozwiązana jest kwestia wyjmowania cyca z kiecki niestety nie widać, bo kobitka (konkretnie to Ewa) okryta jest chustą - ale z drugiej strony daje to jakiś ogląd, po co, między innymi, taka chusta mogła być (oczywiście poza wszelkimi kwestiami obyczajowo-symbolicznymi).


Widać za to fajnie podciągnięte wysoko rękawy sukni. Oraz strój dziecka - prostą koszulinę. Dziecko ma, co ciekawe, zupełnie nie dziecięce proporcje, w każdym razie nie proporcje dziecka na etapie cycomlecznym - taka była konwencja, właściwie aż do renesansu dzieci przedstawiano jako taką miniaturkę dorosłych. 
W każdym razie gdyby ktoś szukał pomysłu, jak wczesnośredniowiecznego dzieciaka ubrać - tutaj ma bardzo ładne przedstawienie. 


A wizerunek karmiącej Ewy jest częścią Drzwi Bernwarda, odlanych z brązu drzwi, pierwotnie, ufundowanych przez biskupa Bernwarda do kościoła św. Michała w Hildesheim (w XIX w. przeniesione zostały do katedry w tym samym mieście). Drzwi powstały w 1015 r.
Biskup Bernward miał gest - wrota mają blisko pięć metrów wysokości i ponad dwa szerokości i są pokryte reliefami wyobrażającymi sceny biblijne - zarówno staro- jak i nowotestamentowe.
To co jednak nas, rekonstruktorów, interesuje najbardziej to to, że postacie  na nich (choć nie wszystkie) przedstawione są ubrane w stroje ze swojej epoki - czyli według mody obowiązującej pod koniec X i na początku XI w. Mamy więc tuniki, płaszcze, panów chodzących bez spodni ;) (ale nie tylko, w spodniach też są ;) ), dojrzeć można owijki i podwiązki (u Trzech Króli).
Warto, szukając inspiracji do stroju, sięgnąć i do takich źródeł :)

Co, swoją drogą, przywodzi mi na myśl, że powinnam wreszcie skończyć kolejny wpis dotyczący strojów we wczesnośredniowiecznych przedstawieniach.




wtorek, 5 listopada 2013

Cofnijmy się o krok i sprawdźmy raz jeszcze - czyli reinterpretacja sukni fartuchowej z Kostrup

Wracam po długiej nieobecności. Zaczyna mnie powoli przerażać ilość zaczętych notek, których nie mam czasu skończyć, albo do których brakuje mi jakichś pojedynczych zdjęć. Np. miałam napisać o gotlandzkich szpilach, no i leży już od roku i czeka. Ale tym razem nie o tym.

Jakiś czas temu uszyłam dwie wersje sukni fartuchowej z Kostrup. Pierwszą - próbnie, i drugą, która, zgodnie z moją ówczesną wiedzą, była bliższa możliwemu oryginałowi.
Przez jakiś czas zajmowałam się innymi kwestiami - aż całkiem niedawno temu, robiąc zestawienie informacji dla znajomej, jeszcze raz przejrzałam "Vikinger i uld og guld" Charlotte Rimstad, przypomniałam sobie bowiem rysunkową rekonstrukcję z okładki tej publikacji, sięgnęłam też kolejny raz do artykułu Hilde Thunem, która też ostatnimi czasy uszyła rekonstrukcję tej sukni - i której artykuł po raz kolejny polecam. No i summa sumarum postanowiłam uszyć nową wersję, bliższą wizerunkowi z "Vikinger i uld og guld" - i bliższą temu, co się faktycznie zachowało.

piątek, 27 września 2013

Tunika z Psałterza

Jak kiedyś pisałam, tak zrobiłam - uszyłam tunikę wg. miniatur z Psałterza Stuttgardzkiego. Pewnie pierwszą z wielu, bo wzorów wykończeń - i nie tylko - jest w nim sporo.

Tym razem wybrałam obszycie o kształcie T zestawione z ozdobnymi mankietami. Pas na piersi kończy się mniej więcej na wysokości pasa.

Na początek kilka obrazków:

środa, 18 września 2013

Bezik (i inne kolorki)

Tak tylko na szybko, bo czasu ostatnio mam stanowczo za mało: kolejne efekty barwienia bzem.
Tym razem był to większy kupon tkaniny, a do tego testowo kilka skrawków - gdzieś mi niestety jeden z nich zniknął zanim zdążyłam zrobić zdjęcie.



poniedziałek, 26 sierpnia 2013

"Każdy dzień lata dniem farbowania" *

A na pewno każdy weekend.

Od początku lipca bawię się w naturalne barwienie praktycznie co tydzień - czasem tak dla własnej radochy i eksperymentów, a czasem w ramach pokazów, w  których sporej ilości bierzemy udział, ja barwiąc a czasem przędąc i tkając, a Rudi robiąc tarcze lub rzeźbiąc.


wtorek, 6 sierpnia 2013

Fińska narzutka

To dziś tylko tak na szybko, bo uświadomiłam sobie, że tego jeszcze nie pokazywałam.
Narzutka fińska, ozdobiona aplikacjami z brązu wg. rekonstrukcji stroju z Masku.

Nie jest ideałem - była robiona na bazie kupnej narzutki, przez co nie dało się zrobić odpowiednio długich frędzli. Ale aplikacje na siateczce z frędzli zachowane.

Ile się przy tym naklęłam to moje, efekt był tego warty :)

środa, 10 lipca 2013

Strzyżenie owiec

Dziś krótko, bo praca goni - ostatnio na imprezie historycznej strzygliśmy owieczki :) Dokładnie to dwie owieczki, zarośnięte jak nieboskie stworzenia. Prawdziwe rasta-owce, z dredami ;)

wtorek, 18 czerwca 2013

Viking Age Ikea - czyli krosna "zrób to sam"

Wreszcie (wreszcie! Po dwóch latach!) doczekałam się krosien :D Krosien pionowych ciężarkowych konkretnie.

Zmobilizowaliśmy się żeby je skończyć bo w sobotę mieliśmy pokaz w muzeum, na którym były niezbędnie potrzebne. W związku z czym musiałam je równie ekspresowo osnuć przed końcem tygodnia - efektem była nie najlepsza osnowa, ale jak na pierwszy raz - ujdzie. Niewątpliwie presja czasu dużo tu pomogła - inaczej mogłoby się okazać że na osnucie też czekałyby dwa lata.

niedziela, 9 czerwca 2013

Najlepsze są te podróże, w których niekoniecznie docieramy do pierwotnie założonego celu...

czyli jak nie dotarliśmy do Jorku ;)

Pod koniec maja wybraliśmy się w kilka osób na imprezę historyczną do Jorku pod Hamburgiem na którą bardzo namawiała nas nasza wspólna niemiecka znajoma. W skład naszej ekipy wyjazdowej wchodzili tym razem Ulf i Iza, Trzebor i Andżelika oraz Ziemek z Andrzejem.

Ale zanim zdążyliśmy do Jorku dotrzeć