niedziela, 17 listopada 2019

Kiedy jeden kolor to za mało lansu.

Ten post zaczęłam pisać ponad pół roku temu. Cholera, trzeba wreszcie skończyć :D Szczególnie, że teraz nie jest już sobie a Muzom, a stał się częścią hedebskiego cyklu :) 

Zamożni Skandynawowie (nie tylko zresztą Skandynawowie) nosili się na kolorowo, to rzecz raczej znana. Barwiony ubiór o żywych, czystych odcieniach wyróżniał na tle naturalnych odcieni wełen - szarości, brązów, beżów - był jedną z rzeczy, które podkreślały status społeczny "nosiciela".


Szerokie spodnie - nazywane u nas bryczesami, szarawarami, czasem, ze szwedzkiego, "påsbyxor" - są we wczesnośredniowiecznej rekonstrukcji historycznej popularne, powiedziałabym, że aż za popularne, przerażająco często wciąż jeszcze pojawiając się nawet w okrutnej wersji pasiastych lnianych "piratek" (a wydawałoby się, że już ta zaraza odeszła do lamusa...).

Długo nie zamierzałam o nich pisać, chociażby dlatego, że bardzo dobrze zrobiła to już Hilde Thunem, sama też wypowiadałam się gdzieniegdzie na ich temat i właściwie nic więcej do dodania nie miałam.

Ale. Zawsze jest w końcu jakieś ale ;)

Od dawna zabierałam się do uszycia bryczesów wg. znaleziska fragmentów tekstyliów z Hedeby i ich interpretacji autorstwa Ingi Hägg - aż w końcu, w ciągu ostatnich dwóch lat popełniłam aż trzy pary takich spodni. A że rzecz jest ciekawa i trochę odbiega od popularnego wizerunku - warto może jednak napisać kilka słów. I pochwalić się moimi wytworami ;)

Na początek kilka informacji ogólnych.

Przede wszystkim - prawdopodobnie owe spodnie, tak często łączone z Rusami czy chociażby Szwedami wcale niekoniecznie są orientalnym wpływem na modę skandynawską, ubiorem "wschodnich wikingów" czy podróżników na tamte tereny. Niekoniecznie u Skandynawów wzięły się z podglądania mody koczowniczej czy arabskiej - które zresztą w tamtej epoce wcale nie zawierały w swoim repertuarze szczególnie szerokich, bufiastych powyżej kolana spodni.
Wydaje się, że raczej są skandynawską inwencją, czymś, co pojawiło się w ubiorach bogatych Skandynawów jako ich własny sposób na okazanie pozycji i zamożności, eksponowanych przez spodnie szyte z dużej ilości cennej tkaniny. Skąd wziął się pomysł spodni do kolan - na to są przynajmniej dwie teorie, jednak ich "rozdmuchanie" w formę bufiastych pludrów to najpewniej autorski pomysł Skandynawów.
Szerokie spodnie pojawiają się na przedstawieniach z epoki - przede wszystkim gotlandzkich kamieniach obrazowych.

Kamień z Halla Bora

Kamień z Lillbjars
Kamień z Lärbro
Trzy powyższe to te, na których najwyraźniej widać coś, co może być pumpiatymi bryczesami - w przypadku ostatniego to przede wszystkim pierwszy pan i trzeci pan za koniem, bo u pozostałych możemy mieć do czynienia z długimi tunikami.
Także na tkaninie z Oseberg pojawiają się postaci w czymś, co mogłoby być szerokimi spodniami, chociaż jak na moje oko to być może o nieco innej konstrukcji (to jednak nie temat na ten post) niż "bufka nad kolanem".
Dodatkowo mamy kilka przedstawień, gdzie można się dopatrywać bryczesów, ale równie dobrze mogą być tak przedstawione długie do kolan tuniki - ja raczej w tym przypadku obstawiam drugą opcję i za bryczesy uznaję to, co jest wyraźnie zaokrąglone, nie ma zmiłuj.

Pojawiają się także np. w postaci figurek czy plakietek, jak ta z Uppakry, na której ewidentnie widać spodnie zebrane nad kolanami, obszerne:

W części przypadków to takie "na dwoje babka wróżyła", np. jeden z rzeźbionych paneli z oseberskiego okrętu - postaci są tu mocno stylizowane, i trudno powiedzieć, czy mamy na pewno do czynienia z bryczesami.

Mamy i opisy - dotyczą one przede wszystkim kupców wareskich (chociaż i w sagach islandzkich pojawiają się wzmianki, które można interpretować jako odnoszące się do bryczesów):
Noszą oni szarawary: na jedną ich [parę] bierze się sto łokci [materiału]. A gdy ktoś z nich ubiera się w nie, zbiera je w kolanach, do których [też] je przywiązuje.
Ibn Rosteh 
(...) gdy je ubierają, naciągają do kolan i zawiązują brzegi.
Al-Gardizi
Wtedy nałożyli mu szarawary i nogawice (...)
Ibn Faldan
Pokrywają się one zasadniczo z tym, co widzimy na przedstawieniach. Bufki do kolan, zbieranie w kolanie, a pod kolanem nogawice czy inny "wąski" element ubioru.

No i wreszcie znalezisko. Ktoś mógłby się zdziwić, ale ani nie ze Szwecji, ani nie z terenów Rusi, tak nagminnie z tym rodzajem spodni w reko łączonej - ale z Danii, z Hedeby.
Mowa tu konkretnie o wełnianych fragmentach  72 A-B i 91 A, które Inga Hagg interpretuje jako fragmenty kroku spodni.

Rysunki z książki Hagg

Wszystkie te fragmenty wykonane są z cieniutkiej wełny w splocie prostym. Fragmenty 72Aa (fragment 72A składa się z dziewięciu kawałków, które były zszyte ze sobą) oraz c i d to bardzo dobrej jakości czerwonawa tkanina, którą określić można jako krepę wełnianą - ma mianowicie drobne marszczenia. Fragmenty 72Ab, e i g także wykonane są z bardzo dobrego gatunku tkaniny, ale ich zabarwienie jest zielonkawe.


Fragment 72B to jeszcze cieńsza marszczona wełna świetnej jakości - jej obecna grubość to 0,05 mm! To mniej więcej jak dobre współczesne wełny "garniturowe". Taka jakość tkanin potwierdza, że spodnie tego typu nie były noszone przez byle kogo. Spodnia strona marszczenia na tym kawałku nosi na "grzbietach" zmarszczek ślady zużycia.


Fragment 91A ma podobną charakterystykę jak poprzednie, jest czerwonawy.
Dokładne wymiary i inne parametry skrawków można znaleźć w książce Ingi Hagg lub w artykule Hilde Thunem, więc nie będę ich tutaj powtarzać.

Dodatkowym interesującym fragmentem jest komplet skrawków z osady, oznaczony jako S 19 A-O. Skrawki te są zbyt drobne, by rozstrzygnąć, z jakiego pochodzą ubioru, jednak tkanina to cieniutka, delikatna i, uwaga, marszczona! wełenka w kolorze zielonkawo-niebieskim. Marszczona "krepowa" struktura spowodowała, że Hagg owe fragmenty także uznała za pozostałości bryczesów (być może resztki z przeróbki ubioru).


To co jest tutaj dla mnie najciekawsze to kolorystyka. Nie były wykonywane badania chemiczne odnośnie barwników, jednak Hagg pisze, że różnice w kolorze części składowych fragmentu 72A są bardzo wyraźne i, przy niemalże jednakowych parametrach samej tkaniny, można założyć, że były barwione a zróżnicowanie było celowym działaniem, a nie np. efektem późniejszych przebarwień. Jeszcze ciekawszym jest to, że przy ułożeniu fragmentów zaproponowanym przez Hagg, mamy spodnie dwukolorowe. A w każdym razie mające przód i tył w innych kolorach - co dalej tego z powodów oczywistych nie wiadomo. Dodatkowo nie w kolorach "na skos" co by sugerowało jakąś pasiastość, ale tył w jednym, a przód w drugim kolorze.
Jak pisałam, fragment nie zostały przebadane na obecność barwników, jednak ich obecne wybarwienie - czerwień oraz żółtozielony - pozwalają podejrzewać, że uzyskane mogły być z marzanny a zieleń powstała z barwienia urzetem na żółtym podkładzie, uzyskanym z w zasadzie dowolnej rośliny dającej żółty.

Rys. z książki Hagg, kolorki i dodatki moje

Możliwa rekonstrukcja to taka, gdzie cały przód spodni mamy w jednym kolorze, cały tył w drugim - akurat Hagg proponuje tutaj czerwień z przodu i zieleń na tyłku. Można też kombinować np. w kierunku jednolitych nogawek i klina "pupnego" w innym kolorze - co mogłoby mieć zarówno podłoże estetyczne jak i w chęci wykorzystania kawałka podobnej jakością lecz różnej kolorem tkaniny. Mnie bardziej bawi wersja z innym przodem i innym tyłem, i takie właśnie uszyłam.
Drugie miały kolory oryginału.
Pierwsze natomiast były niebiesko-zielone:


Szyłam je dla wtedy-jeszcze-nie-znajomego Karola.
Jego własne zdjęcia w stroju - w tym i w bryczesach, można znaleźć we wpisie Brati z innego tati ;)


Ponieważ wełny z jakich korzystałam nie były tak cieniutkie jak znaleziskowe, górę i dół zdecydowałam się wykończyć lnem, by nie pogrubiać tych części. Dół z niebieskiego, bo akurat został mi kawałek po eksperymentach barwierskich z indygo.
Kolory wynikły z tego, czego zażyczył sobie Karol, jednak biorąc pod uwagę przypasowanie fragmentów S 19 jako bryczesów, użycie niebieskości i zieleni nie jest moim zdaniem bezpodstawne.


Drugie dwukolorowe bryczesy powstały dla ówczesnego wodza ekipy, w której się w tamtym czasie Karol udzielał - na tyle długo rajcowałam się tymi skrawkami - i mu o nich opowiadałam, że zapragnął mieć (mimo, że wcześniej bryczesów szczerze nie lubił) je w znaleziskowych kolorach.

Udało mi się dorwać stosunkowo cienkie wełenki (acz i tak jeszcze grubsze niż te znalezione) w odpowiednich kolorach. Tutaj pas i dolne mankiety wykończone były wełenką, a nogawki nieco obfitsze.


I wreszcie ostatnia wersja - także niebiesko-zielona, a raczej granatowo-zielona. Część zieloną barwiłam samodzielnie - na podkładzie z kremowej wełenki, z użyciem suszonej rezedy oraz indygo. Kolor wyszedł mniej intensywny niż miałam nadzieję uzyskać - niestety w przypadku żółtego jest spora różnica pomiędzy efektami jakie dają świeże i suszone rośliny. Ale plan jest taki, żeby latem rozpruć nogawki, zabarwić część zieloną jeszcze raz, tym razem świeżą roślinnością, i zszyć z powrotem. Zobaczymy, czy do tego dojdzie :D
Natomiast wełna użyta na te bryczesy była już odpowiedniej właściwie grubości i to ma znaczenie w tym, jak układają się gotowe spodnie.



Okoliczności szycia też były całkiem historyczne, bo spodnie powstały w trakcie dwutygodniowego morskosuczego rejsu w 2018 r :)


Tym, co bardzo chciałabym jeszcze zrobić, są bryczesy uszyte z tkaniny o zbliżonej do oryginału grubości i jakości, oraz barwionej roślinnie. Mam nadzieję, że i to wyzwanie uda mi się zrealizować. Myślę też o wersji, gdzie dół nogawki faktycznie będzie wiązany pod kolanem - a nie tylko spinany podwiązką - jak w opisach.

Dodajmy, że pozostałości identyfikowane jak bufiaste spodnie nie są jedynymi pozostałościami spodni z Hedeby - mamy tam także skrawki uznawane za pochodzące ze spodni wąskich, o kroju kroku być może podobnym do wcześniejszych o kilka stuleci spodni z Thorsberg.

I jeszcze jedna ciekawa rzecz - Krzak nosi czasem swoje bryczesy w komplecie z nogawicami, jak w opisie Ibn Faldana, i to też się całkiem wygodnie sprawdza. 

3 komentarze:

  1. Nie miałam pojęcia, że te portki były dwukolorowe! Dobrze wiedzieć. Jak patrzę na te zdjęcia to niesamowite ile zmienia jakość materiału.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To też widać na pierwszych, gdzie zielony i niebieski się różnią grubością - zielony się dużo lepiej układa.
      Chciałabym też to spróbować uszyć z krepowej wełny kiedyś :)

      Usuń
  2. Świetnie wyglądają. Te ostatnie najbardziej przypadły mi do gustu - również kolorystycznie.

    OdpowiedzUsuń