czwartek, 29 marca 2012

Po przerwie :) Oraz krótki romans ze Wschodnią Słowiańszczyzną ze specjalną dedykacją dla Żbika.

Oj, stanowczo za długo mnie tu nie było. Tymczasem nazbierało mi się tematów na przynajmniej pięć notek, porobiłam też zdjęcia przeróżnym różnościom które zrobiłam przez ostatnie dwa miesiące - przy dobrych wiatrach i o ile mi niebo nie spadnie na głowę, będę wrzucać tu coś częściej :)

A w ramach rozbiegówki - coś specjalnie dla Żbika :)


Jakiś czas temu gadałyśmy o przeróżnych nakryciach głowy, w tym tych odpowiednich dla słowiańskiej kobitki. Żbiku narzekała, że nie bardzo może sobie uszyć kaptur, bo potwierdzeń dla terenów ją interesujących brak, no a jednak czasem w szyję zimno. Nie mówiąc już o warunkach wyprawowych zimą, kiedy coś do osłonięcia szyi jest równie ważne jak czapka czy rękawice. 

Gwarząc tak sobie doszłyśmy do dużych chust osłaniających głowę i ramiona, używanych czasem przez panie odtwarzające mieszkanki Wschodniej Słowiańszczyzny - także Żbiku się do nich zalicza, acz chusty jeszcze nie posiada - w każdym razie nie posiadała na etapie naszej rozmowy, a było to jeszcze w lutym. 
A przecież takie nakrycie głowy w wersji wełnianej było by świetne czy to na zimny wieczór czy na wyprawkę :)
Interesowały nas i welony po prostu i te, do których noszone były czółka. 

W taki sposób noszona chusta/welon pojawia się np. w przedstawieniu rodziny z Izbornika Świętosława:


Oraz na bardzo wielu freskach w soborze św. Zofii w Kijowie - tam zresztą pojawiają się także i inne ciekawe przykłady kobiecych nakryć głowy.


scena Zwiastowania - duży welon okrywający i ramiona


Maryja - jeszcze wiekszy welono-płaszcz, pani po prawej - zawój


I cudna Maryjka na mozaice - w pięknym welonie i w dodatku przędąca :)

Zdjęcia przedstawień z chomika Sunnivy Skaldmaer, która zresztą wykonała piękną reko wschodniosłowiańskiego stroju :)

Zainspirowana naszą rozmową postanowiłam uszyć taki welon - no, dużo szycia to nie było ;) Tym bardziej, że miałam w posiadaniu ciekawą tkaninę odpowiednio cienką do tego zastosowania.
Welon z czółkiem, bo podoba mi się ten element stroju, a co :)

Pardonnez-moi za zdjęcia - pomyliły mi się ustawienia balansu bieli w aparacie i musiałam w PSie je odzieleniać - a że przy okazji trochę eksperymentowałam z najlepszą metodą odzielenienia to każde wyszło inaczej w kolorze ;)







Mój TŻ określa ten welon i ogólnie wygląd w nim jako "Maryjka". 
Zresztą nie on jeden - chcąc być TRUUUU ;) na Munitio nosiłam do stroju germańskiego podobną chustę (ale drapowaną jak na ostatnim zdjęciu) i zaraz mnie tak Mścidrug obwołał :D No jakby nie było, skojarzenie jest. Ale przynajmniej była ciepła, co przy -15 - -20 ma niezaprzeczalne zalety :) 

A w następnym wpisie będzie znowu o stroju ze Skjoldehamn. A konkretnie to o przepasaniu, którego porządną reko w końcu wykonałam. 

7 komentarzy:

  1. No , no ,no :D Z kolorami bardzo ładnie i bardziej się utwierdzam w fakcie , że będę musiała zrobić sobie dwie chusty i lnianą cieniutką na wiosnę jak i taką wełnianą. Pod to wełniana czapka i mój mózg nigdy nie zmarznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Na mnie mówią Talibanka jak paraduję w swojej chuście ;-). Przy takich maryjnych i koszernych chustkach przynajmniej nie spali się karku na słońcu - uważam to za największy atut takich rozwiązań. O wełnianej nie myślałam na zimne dni... ale pomysł jest przedni! Chyba kiedyś wprowadzę go w życie.

    OdpowiedzUsuń
  3. A cóż to za tkanina? Bardzo ładnie się prezentuje. Podziwiam takie "szperactwo" w poszukiwaniu materiałów byle wiernie odtworzyć strój. Ja zamierzam w przyszłości zrobić coś na drutach z włóczki lnianej, zależałoby mi na efekcie stroju, jaki ma na sobie Izolda w filmie ;)

    Pozdrawiam!
    Liadan

    OdpowiedzUsuń
  4. Z ciekawości - jak z datowaniem tych fresków?

    OdpowiedzUsuń
  5. Liadan - cienka wełenka.

    Lutobor - XI w. W ogóle dużo ciekawych rzeczy na nich się można dopatrzyć :)

    OdpowiedzUsuń