wtorek, 19 sierpnia 2014

Suknia dla Ody

Katla poprosiła mnie, czy na okazję pokazu, w którym uczestniczyliśmy, dałabym radę pożyczyć jej coś, co nada się jako strój dla wielmoży. Dać to bym dała, ale Katla jest ode mnie nieco niższa i dużo chudsza, więc w mojej kiecce by się utopiła. I tak, od słowa do słowa, wymyśliłyśmy, żeby suknię uszyć. Suknię dla Ody.

Ody Dytrykówny.


Oda, córka Dytryka, margrabiego Marchii Północnej, była drugą żoną Mieszka I. Małżeństwo było oczywiście polityczne, układ ten miał zacieśnić związki między Ottonem II a Mieszkiem. Ottonowi potrzebny był lojalny sojusznik "za plecami", Mieszkowi - "przyzwolenie" na poszerzanie wpływów w kierunku Śląska i Moraw, oraz czas na spokojne umacnianie się na Połabiu.

W momencie małżeństwa Oda nie była już, jak na ówczesne standardy, młódką - miała około 25 lat. Wychowała się w klasztorze św. Wawrzyńca w Kalbe, tam tez złożyła śluby zakonne. Miała troje znanego nam rodzeństwa - brata Bernarda oraz siostry Matyldę i Thietburgę - pierwsza z nich też była mniszką, jednak, wg. kronikarza Thietmara, została około 990 roku zmuszona do poślubienia księcia połabskiego plemienia Stodoran (a w "wiosce Stodoran" - tudzież Hawelan - byliśmy w zeszłym roku w maju :) ), a później popadła w niewolę, by ostatecznie zostać uwolnioną dopiero po śmierci męża.


Koleje losu Ody także nie były proste i gładkie - już sama kwestia jej odejścia z zakonu i poślubienia Mieszka - bez zezwolenia Kościoła - wzbudziła wielkie kontrowersje wśród kościelnych dostojników, jakoś zostało to jednak przebolane, gdyż małżeństwo to zostało zawarte dla dobra kraju, alby zakończyć wojnę, umocnić przymierze, a przy okazji także by Mieszko zwolnił jeńców.

Wbrew pozorom Oda nie była, po klasztornym wychowaniu, niewinną, zagubioną w świecie polityki owieczką. W tamtych czasach klasztor to była, dla panny z dobrego domu, całkiem miła alternatywa, gdyż można było tam odebrać niezłe wykształcenie - czasem klasztory pełniły zresztą funkcję "szkół z internatem" dla córek arystokratów, nie wszystkie w końcu składały śluby zakonne. 

I wykształcenie formalne: często gęsto siostrzyczki były uczone czytania i pisania, w niektórych zakonach zajmowały się przepisywaniem dzieł uczonych czy ich iluminowaniem (np. Ende, hiszpańska iluminatorka, która brała udział m. in. w tworzeniu Beatusa z Girony), ale także same tworzyły (jak na przykład Hrotsvitha z klasztoru Gandersheim, poetka i dramatopisarka pisząca po łacinie, uznawana czasem za autorkę pierwszego do czasów antycznych dramatu w tym języku czy Ava z Melku, pierwsza znana z imienia pisarka niemieckojęzyczna), i, hm, nieformalne, za to niezwykle przydatne - w klasztorach przebywały kobiety z najwyższych sfer, księżne, córki władców, wdowy po panujących czy odesłane przez nich małżonki, a przeorysze były osobami, z którymi trzeba było się liczyć, w cesarstwie niemieckim zasiadały na przykład w radzie królewskiej. Gdzież więc można było się uczyć oficjalnej i zakulisowej polityki jak nie tam?

W każdym razie Oda wydana została za Mieszka, z którym spłodzili trzech znanych z imienia synów: Mieszka, Lamberta oraz Świętopełka. Ponieważ następcą był oficjalnie syn Mieszka I z pierwszego małżeństwa, Bolesław, nie można się dziwić, że Oda postanowła poczynić kroki by i swoim dzieciom zapewnić tron, a przynajmniej jakąś część władztwa. Jednym z takich kroków było zeswatanie Bolesława ze swą krewną, co mogło zapewnić jako taki wpływ na księcia - jednak Bolesławowi niewiasta nie przypadła do gustu i odesłał ją do ojca. 
W tej sytuacji księżna postanowiła podejść do sprawy od strony formalnej - całkiem możliwe, że to ona namówiła Mieszka I do sporządzenia "Dagome Iudex", aktu darowizny kraju papieżowi, w którym występuje sam władca, ona, jako "Ote senatrix", czyli "Oda, pani" oraz dwójka ich synów, Mieszko i Lambert. Jedna z teori mówi o tym, że takie ujecie sprawy miało podkreślić prawa Ody do regencji oraz jej synów do tronu. Nie wiadomo, czy pominięcie Bolesława to celowy zabieg, mający umniejszyć jego pozycję, czy też, jak przypuszczają niektórzy, on sam był w sprawę zaangażowany, np. będąc posłem do Rzymu, nie było więc konieczności umieszczania go w piśmie, zaś swój "kawałek podłogi" w księstwie piastowskim już objął i rządził nim. 

Jak by nie było, po śmierci Mieszka I w 992 r. tron objął Bolesław, a Oda miała z nim współrządzić. Nastąpić musiał jednak konflikt, walka o wpływy i władzę, w wyniku której Oda została wraz z małoletnimi synami wygnana - nie wiadomo dokładnie w którym roku, czy w tym samym, czy też około 995. I Oda i Bolesław byli dobrymi politycznymi graczami, każde z nich miało swoje stronnictwo, na niekorzyść księżnej działały jednak układy w ówczesnej światowej polityce - nie żył już jej ojciec, nie mógł więc jej wesprzeć, także cesarz Otto III wolał sprzymierzyć się z Bolesławem, czy to z powodu konkurencji między rodem Haldensleben, z którego wywodziła się księżna, a własnym, czy to z innych przyczyn. Oda nie wróciła już do kraju, wstąpiła do jednego z klasztorów w Kwedlinburgu, gdzie zmarła w 1023 r., o czym informują "Roczniki kwedlinburskie".

Epizod wygnania Ody miał być treścią inscenizacji na pokazie w Gieczu. Uznałam, że tak ważna persona powinna odpowiednio wyglądać. 

Suknia Ody oparta jest na XI-wiecznych źródłach zachodnich, stwierdziłam bowiem, że nie ma specjalnych przesłanek, by miała ona przyjąć słowiański sposób ubierania - w tamtych czasach to raczej na Zachodzie się wzorowano w modzie i obyczaju. 

Suknia - i cały strój - nie jest wzorowana na jakiejś jednej konkretnej, to wypadkowa informacji, jakie można wyczytać z przedstawień: 



Najpierw wybrałam fason.
Kobiety na powyższej ikonografii to głównie wizerunki Maryi, która przedstawiana była w ubiorze właściwym arystokracji, często pojawia się właśnie jako tronująca, jako władczyni - taki typ przedstawienia matki Chrystusa był zresztą popularny w sztuce wczesnego średniowiecza.
To co najważniejsze z mojego punktu widzenia, to obfitość i długość - suknie sięgały do ziemi lub do poziomu stóp, widać też liczne fałdy i zagięcia materiału. Taka też jest suknia dla Ody - w dolnym obwodzie ma około 3 m i sięga do ziemi - widać to ładnie na zdjęciach. 

Rękawy wierzchnich sukien są na przedstawieniach różne - krótsze, długie rozszerzane, albo długie przy ciele. Wybrałam wersję do łokcia, tutaj wybór był czysto subiektywny i podyktowany względami estetycznymi. 

Ważnym elementem była też duża chusta, okrywająca głowę i plecy. Pod spodem Katla zamotany miała zawój, także poświadczany przez źródła.
Wszystkie tkaniny są delikatne, fajnej jakości, ładnie się układają - to oczywiście jeszcze nie poziom faktycznych książęcych ciuchów, ale też nie zgrzebna wełna. 

Kolorystykę sukni oparłam na mojej wiedzy odnośnie barw ubiorów arystokracji - stąd niebieski, ówcześnie cenny, uzyskiwanyz urzetu barwierskiego, barwnik. Chciałam, by był minimalnie ciemniejszy, ale niestety tylko taką wełnę w odpowiedniej grubości udało mi się zdobyć. A granaty czy mocno nasycone niebieskości odpadały. Dlaczego? O tym za chwilę. 
Wykończenia są dwubarwne - z czerwonej wełny (kolejny "arystokratyczny" kolor), także o dosyć delikatnym odcieniu oraz jedwabiu w intensywnie zielonym kolorze - kolorowe jedwabie były sprowadzane do Europy np. z Bizancjum i większość z nich ma właśnie mocne, nasycone kolory. Co całkiem jest w sumie logiczne, w końcu po co płacić krocie za coś, co nie będzie wyglądać bardziej wypaśnie od miejscowej wełny ;) 

Wybór delikatnych, dosyć pastelowych odcieni kolorów miał podstawy głębsze, niż tylko ładne ich ze sobą wyglądanie. Podejrzewałam, że reszta uczestników inscenizacji będzie ubrana w kolory raczej ciemne - brązy, brąz skóry, czernione kolczugi, szarości. Chciałam, żeby Oda się wyróżniała, żeby od razu była dobrze widoczna i przykuwała wzrok publiczności. Tym bardziej, że Katla jest dosyć drobnej budowy - nie mogłam pozwolić, by Oda zniknęła gdzieś między kolczugami i barami ;)

Przy projektowaniu i szyciu ubioru pod okazję, jaką jest inscenizacja - czyli, było nie było, swego rodzaju występ teatralny, strój jest nie tyle zwykłym ubraniem, ale kostiumem dla konkretnej roli - i tą rolę musi wspomóc.
Sam kostium miał więc pomóc w kształtowaniu postaci. Długość do ziemi sprawiła, że Katla, na codzień ubierająca krótkie kiecki, musiała chodzić w inny sposób. Do tego dostała inne buty :D
Sztywny, wielowarstwowy zawój utrzymywał głowę w konkretnej pozycji, nie pozwalał na spuszczanie jej, wymuszał dumną postawę. Do tego welon, duży i o konkretnej wadze, przypięty do zawoju długimi szpilami, ciągnął głowę do tyłu i sprawiał, że Oda odruchowo się prostowała, co całej sylwetce dodawało władczości - czyli tego właśnie, co powinna mieć w sobie ambitna księżna, dążąca do realizacji swoich politycznych planów. 
Myślę, że to bardzo dobrze wyszło, bo faktycznie Katla jako Oda była zupełnie inną osobą. I sądzę, że kostium nieco jej to ułatwił.

Tym, co w stroju było dodatkowego, to kabłączki, które, jako wpisane w unijny projekt, musiały być w inscenizacji użyte i widoczne. Ja nie byłam do nich przekonana, no ale niech tam już... ;)

A teraz obrazki.
Kilka zdjęć jakie zrobiłam w trakcie inscenizacji oraz po niej :)


Ikonograficznie ;)




Oda i jej sprzymierzeńcy. Btw sprzymierzeniec po lewej też ma tunikę mojego szycia.

Wyróżnia się, czyż nie? :) Na żywo kontrast był lepszy, zdjęcia wyszły dosyć jasne.






A tutaj już po ukłonach :) W ogóle przypadkiem wyszło, że "Niemcy" na niebiesko -
Trzebor, widać zza Rudego jego ramię, grał posła i też miał niebieską tunikę ;)





Zdjęcia z sesji w Białogrodzie, no bo przecież nie mogłam sobie tego podarować. Zresztą, robienie zdjęć takiego stroju to sama przyjemność :)







Zdjęcie z początku wpisu też jest z Białogrodu.

No, i taka była moja przymiarka do kostiumografii. Nie powiem, chętnie bym to powtórzyła, bo jednak jest to nieco inne szycie niż zwykle. Ale, żeby nie było, kiecka jest w pełni użytkowa i świetnie nadaje się dla kogoś, kto chciałby rekonstruować bogatą babeczkę, jakąś księżną, siostrę władyki czy coś ;)

Wiecie, ta notka miała tutaj być jakiś miesiąc temu. No ale dobrze, że w ogóle jest :D
A kiecka szuka sobie nowej właścicieli, więc jakby ktoś coś... ;) 


A z innej beczki - wreszcie mam też zdjęcia ciuchów w zupełnie innym klimacie, jakie wraz z Rudym popełniliśmy - w klimacie fantasy mianowicie. Nie będę ich tutaj raczej wrzucać, bo to trochę inna tematyka, ale jeśli ktoś chciałby zobaczyć, to zapraszam tu :) Będzie jeszcze więcej, ale muszę skończyć obrabianie.

BTW - ktoś znalazł mój blog wyszukując "przędza azbestowa" . O losie :D 


EDIT - przepraszam za taką ilość błędów, nie miałam czasu na porządne sprawdzenie wcześniej - ale już poprawione. 




6 komentarzy:

  1. Gites. Odezwę się jak za Bolesława będę się zabierał ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyznaję, dobrze zrobiony kostium bardzo pomaga we wczuciu się w rolę :) W tej sukni i z tym wszystkim na głowie, musiałam tylko pamiętać gdzie mam być i co powiedzieć, postać stworzyła się sama po przebraniu się w ciuchy Ody :D Wielkie dzięki Olof :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Chciałbym ci podziękować za wiedzę i inspirację do obecnej pracy nad dwoma kostiumami ze wczesnego średniowiecza. Szukając wszelkich wiadomości trafiłam na twój blog. Pozdrawiam i zapraszam do siebie:- ) http://historiaikostiumy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)
      Zazwyczaj szyję raczej praktyczne i codzienne wczesnośredniowieczne ubrania, można ich więcej niż na blogu zobaczyć na stronie Kramu Rudych na FB - no ale skoro miałam okazję podejść do tematu od strony nie tyle ubioru a kostiumu i nie tylko rekonstrukcji ale też kostiumografii - cóż, po prostu nie mogłam nie skorzystać ;)

      Usuń
  4. Katla wygląda fantastycznie! Księżna Oda już zawsze będzie miała jej twarz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak się właśnie pisze historię ;) :D

      Usuń