niedziela, 26 sierpnia 2012

Viborg - czyli jaka koszula jest... nie zawsze jest oczywiste ;-)

Od naszych skandynawskich wojaży sporo wody w okolicznych ciekach wodnych upłynęło, trzeba by się wreszcie odezwać. Tym razem będzie więc o koszuli - koszuli, która, o dziwo, wśród polskich rekonstruktorów, tak ceniących sobie oryginalność sądząc po co niektórych cudach jakie na wyjazdach można spotkać (tak, to była złośliwość ;-), jest totalnie zupełnie niedoceniona - i praktycznie nie używana. W sumie sama nie wiem, czy widziałam ją kiedyś na kimś, czy to na zdjęciach czy na żywo.
Chodzi mianowicie o znalezisko płóciennej koszuli z duńskiego Viborg.

Wydawać by się mogło, że koszula to koszula, wielkiej filozofii tu nie ma. Ale nie zawsze. Nie w tym przypadku ;-)



Zacznijmy jednak od kilku słów na temat miejsca w którym znaleziono ten ciekawy element ubioru - oraz okoliczności w jakich go znaleziono.
W połowie lat 80' w Viborg plany budowy hotelu były inspiracją do rozpoczęcia wykopalisk - przyniosły one bardzo interesujące efekty. Odnalezione zostały ślady zabudowań 11wiecznego miasta, z pozostałościami działalności przeróżnych rzemieślników. Miasto owo było prężnym ośrodkiem handlowym i wytwórczym epoki Wikingów - a później dosyć płynnie przeszło do bycia równie prężnym miastem dojrzałego średniowiecza i tak dalej, jako że osadnictwo w tym miejscu trwało nieprzerwanie wiele wieków. Nie było to zresztą takie sobie niepozorne miasteczko, no ale o tym kto zainteresowany, to sobie sam może doczytać w necie.

Tym co nas najbardziej interesuje było znalezisko fragmentów tekstyliów.

rysunek znaleziska, pochodzi z artykułu 
"An 11th century linen shirt from Viborg" Mytte Fentz"

Po bliższym zbadaniu lnianych skrawków okazało się, iż prawdopodobnie była to koszula. Interesujący był jej krój - składała się z przypominającego nieco poncho podszewkowanego gorsu bez szwów na ramionach - za to z "pikowaniem" na klatce piersiowej - oraz kawałków tkaniny okrywających nogi - były to dwa prostokąty, nie mamy tutaj bocznych klinów.
Co ciekawe - materiał był prawdopodobnie utkany na krosnach poziomych - znanych już wtedy w Europie obszaru Morza Śródziemnego, ale - być może - technika ta nie była obca także mieszkańcom sporego miasta w Danii, pełnego wyspecjalizowanych rzemieślników.


propozycja rekonstrukcji, pochodzi z artykułu 
"An 11th century linen shirt from Viborg" Mytte Fentz"


W ciekawy sposób rozwiązany jest dekolt - nie mamy tutaj "klasycznego" wycięcia czy wycięcia z pionowym rozcięciem, ale kwadratowy otwór na głowę a z przodu - dwie zachodzące na siebie "klapki", ściągane zszytymi z materiału sznureczkami z węzłami na końcach. 
Rękawy koszuli nie zachowały się, prawdopodobnie były jednak długie. 
Len nie był najprawdopodobniej barwiony. 
Co ciekawe, do uszycia koszuli wykorzystano aż 8 rodzajów szwów - a w każdym razie 8 udało się wyróżnić na zachowanych fragmentach. Były jednocześnie użytkowe i dyskretnie ozdabiały ubiór. 

Specyficzny krój i sposób wykończenia stały się przyczynkiem do teorii, iż koszula nie była miejscowej produkcji i pochodziła z obszaru Morza Śródziemnego - tamtejsze ubiory wykazują wiele podobieństw jeśli chodzi o sposób krojenia i szycia. Krój koszuli z Viborg bliższy jest śródziemnomorskiej "tradycji krawieckiej" niż temu, co zaobserwować można analizując znaleziska północnoeuropejskich tunik. 
Inna sprawa, że w zasadzie jest to jedyna stosunkowo dobrze zachowana koszula z tego okresu i regionu, nie za bardzo jest więc z czym porównywać. 
Czy więc był to miejscowy wyrób, nawiązanie do wyrobów importowanych, czy też ubiór sprowadzony? Nie wiadomo. Właściwie każda możliwość jest prawdopodobna - począwszy od wpływu zachodnio- i południowoeuropejskiej mody (Viborg był miastem handlowym o szerokich kontaktach), skończywszy na cennym prezencie, strojowej ciekawostce - a nawet i ubraniu użytym do owinięcia czegoś innego. 
W artykule "An 11th century linen shirt from Viborg" Mytte Fentz konkluduje, że koszula ta w zasadzie jest przykładem pewnej ciągłości pomiędzy wcześniejszymi i późniejszymi fasonami pojawiającymi się zarówno w zachodniej jak i północnej Europie, jednak z braku innych dla porównania ciężko jest wciągnąć jednoznaczny wniosek gdzie i przez kogo była uszyta. 

Tak czy inaczej jest to bardzo bardzo ciekawy strój, inny od tunik i koszul które szyję przeważnie. Od dłuższego czasu przymierzałam się do uszycia tego wzoru, wciąż jednak miałam inne rzeczy do zrobienia - tak więc kiedy tylko pojawiła się opcja uszycia jej na zamówienie, nie zastanawiałam się długo. 

Trochę było zabawy przy rozgryzieniu konstrukcji całości. I nie powiem, kiedy już skończyłam byłam bardzo zadowolona z efektu - i chętnie uszyję kolejną taką, tym bardziej, że kolega z drużyny zgłosił chęć "zrobienia się" na Danię i stania się posiadaczem takiej koszuli :)

A teraz kilka zdjęć rekonstrukcji:

tutaj w zestawieniu z bryczesami wg. znaleziska z Hedeby


zbliżenie na gors

i tył koszuli

wykończenie przodu



wykończenie pod szyją

detale

kliny pod pachami - oraz sam rękaw, zszywany z dwóch części


wykończenie miejsca doszycia tylnego i przedniego "fartuszka"

Wot, nie zawsze taka koszula prosta jak się wydaje ;) Fajnie by było kiedyś zobaczyć więcej tego fasonu strojów na imprezach rekonstrukcyjnych. 

A z innych ciekawostek - dostaliśmy być-może-zlecenie które sprawiło, że musimy dokształcić się ze strojów zachodnioeuropejskich epoki Karolingów - czyli mówiąc ogólnie co nosili we wczesnym średniowieczu Frankowie. No więc się dokształcamy, a ja rysuję propozycję ubiorów. Może za jakiś czas je tutaj opublikuję - a może, jeśli wszystko pójdzie dobrze, za dłuższy, ale za to w zestawieniu z uszytymi strojami :) 
Fajnie by było, bo temat ciekawy i ambitny, no a przede wszystkim ja uwielbiam dowiadywać się nowych rzeczy, a jeszcze bardziej dowiadywać a potem wprowadzać je w życie. 

Swoją drogą, biorąc pod uwagę ile niesamowicie ciekawych tematów jest do "zrobienia" we wczesnośredniowiecznej rekonstrukcji, zadziwiające jest, że większość osób "robi" tylko "Wikingów" i Słowian - i to jeszcze często po łebkach. 

12 komentarzy:

  1. Świetnie Ci wyszła ta koszula. Rzeczywiście urocza - tak na żywo, bo z rysunków zawsze mnie przerażała ;)
    Rekonstrukcje jej widziałam tylko w duńskich muzeach.

    Jeśli chodzi o krosna poziome, to są charakterystyczne dla emporiów handlowych schyłkowego okresu viking age - z XI stulecia mamy takie z Yorviku (a stąd do Danii niedaleko przecież!).

    Pozdrawiam,
    Mjoll

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)

      Ja się do niej bardzo długo zabierałam bo wydawała się strasznie skomplikowania i w ogóle dużo szycia ;-) Ale nie taki wilk straszny jak się okazuje :)
      Ten model jest dosyć popularny wśród skandynawskich rekonstruktorów, w każdym razie w Norwegii dosyć często można kogoś w nim przyuważyć. A w Polsce widziałam tą koszulę tylko w wykonaniu Wisławy, szytą chyba troszkę inaczej - i nie mam pojęcia, do kogo trafiła :)

      Usuń
  2. aaa, i jeszcze jedno - potraktuj to raczej jak prywatną wiadomość niż komentarz :)

    Sama tłumaczyłaś "En hørskjorte fra 1000-
    årenes Viborg" Mytte Fentz czy to inny artykuł i do tego po angielsku? Jeśli po angielsku, to bardzo ładnie proszę o podzielenie się, bo nie znoszę tłumaczyć z duńskiego (!)
    /Mjoll

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Korzystałam głównie z tego http://forest.gen.nz/Medieval/articles/Viborg/VIBORG.HTM tłumaczenia, natomiast jest w nim wspomniane o angielskim artykule opublikowanym w "Archaeological Textiles in Northern Europe - Report from the 4th NESAT Symposium" - nie udało mi się go wysznupać.

      Usuń
  3. Podziwiam i zapał do szperania za materiałami i do efekt końcowy :) Zastanawiam się tylko, czemu jest toto tak dziwnie skrojone - "puzzle" z kwadracikiem pośrodku. Czy wpływa to w jakiś sposób na użytkowość koszuli (np. zwiększenie wytrzymałości)czy po prostu ktoś te tysiąc lat temu sztukował ciuch z tego co miał?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tutaj jest cały myk - to nie jest skrojone ;) To nie są osobne kawałki zszyte "do kupy" - też początkowo tak mi się wydawało. To jest przepikowane, jak kołdra. W taki fikuśny sposób połączona jest wierzchnia i "podszewkowa" warstwa gorsu koszuli. Zastanawiałam się, czemu po prostu nie zostały ze sobą zszyte te dwa elementy tylko na bokach - ale po przemyśleniu sprawy doszłam do wniosku, że wtedy przesuwałyby się względem siebie, robiłby się efekt "worka" - a tak wszystko trzyma się ładnie, gors ma pewną sztywność co dodaje koszuli fasonu, no i jest walor estetyczny. Pewnie przepikowanie po prostu na skos albo na krzyż też by się, pod względem funkcjonalności, sprawdziło, więc akurat taki wzór to już chyba kwestia estetyki.

      Usuń
    2. Dzięki za rozwianie wątpliwości :) A koszula okazała się jeszcze bardziej interesująca, niż wcześniej :)

      Usuń
    3. Dzięki za rozwianie wątpliwości :) i teraz sprzed oczu znikła mi wizja bidnej, oszczędnej kobiety ścibolącej viborską koszulę z resztek, pojawia się jakaś łebska gospodyni z zacięciem do szycia :)

      Usuń
    4. Albo ichniejszy odpowiednik Alexandra McQueen'aa czy innego Lagerfelda ;-) Tudzież Vivienne Westwood, zakładając że to była kobitka ;)

      Usuń
  4. A może to po prostu ciuch szyty z resztek:) taki "paczłork" robótka dla zabawy babeczki z rękodzielniczym zacięciem, punkowym podejściem do kroju i wyluzowanym kolesiem do obnaszania... albo brak kasy na kawal płótna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym przypadku raczej "quiltłork" ;-) Więcej o tym napisałam w odpowiedzi dla Feimy :)

      Usuń
  5. Twój poprzedni komentarz wszystko wyjaśnił:)

    OdpowiedzUsuń