... czyli co ostatnio szyłam, kompletowałam, a przynajmniej wreszcie miałam czas sfotografować ;-)
środa, 9 listopada 2011
wtorek, 25 października 2011
Z trollowego archiwum - sprang - trochę teorii, trochę praktyki
Tym razem znów coś z otchłani dziejów - powoli chcę przenieść z poprzedniego bloga wsio co było coś warte i zakończyć jego żywot w sieci.
Wstyd się przyznać, ale w kwestii sprangu od tamtego czasu nic nie zrobiłam - huh, no nie była to ta technika która najbardziej by mnie porwała.
Może kiedyś, może jeszcze - pisałam już kiedyś o "zasadzie drugiego razu" ;-)
Przejdźmy do rzeczy.
Wstyd się przyznać, ale w kwestii sprangu od tamtego czasu nic nie zrobiłam - huh, no nie była to ta technika która najbardziej by mnie porwała.
Może kiedyś, może jeszcze - pisałam już kiedyś o "zasadzie drugiego razu" ;-)
Przejdźmy do rzeczy.
piątek, 21 października 2011
Pleciuga
Co można zrobić z włóczki? Dużo można. Ja bardzo lubię wszelakie plecionki - warkoczyki, bransoletki, paski.
A i w obozie historycznym zawsze się jakiś sznureczek przyda, tym bardziej że większość ekipy to posiadacze bujnego uwłosienia na czubku - w końcu jak to wygląda, elegancko uszyty strój i frotka na włosach.
A i w obozie historycznym zawsze się jakiś sznureczek przyda, tym bardziej że większość ekipy to posiadacze bujnego uwłosienia na czubku - w końcu jak to wygląda, elegancko uszyty strój i frotka na włosach.
wtorek, 11 października 2011
Doniesienia z pola bitwy ;-)
środa, 28 września 2011
Pierwsze zakręcenie wrzeciona ;)
A dziś, jako że mi się na wspomnienia ogólnie zebrało, tutaj też będzie wspomnieniowo - notka z mojego starego bloga dotycząca... no kto by pomyślał ;-) - pierwszej próby przędzenia.
No, powiedzmy pierwszej udanej.
I o dziwo - na długi później czas jedynej, sama właściwie nie wiem czemu, ale ja tak często mam, że sprawy wciągają mnie dopiero od drugiego razu.
Cofnijmy się więc kawałek w przeszłość.
Był 9 października 2009 roku. Zgromadzeni w bunkrze pod... eee, hm, to chyba nie do końca to ;)
No, powiedzmy pierwszej udanej.
I o dziwo - na długi później czas jedynej, sama właściwie nie wiem czemu, ale ja tak często mam, że sprawy wciągają mnie dopiero od drugiego razu.
Cofnijmy się więc kawałek w przeszłość.
Był 9 października 2009 roku. Zgromadzeni w bunkrze pod... eee, hm, to chyba nie do końca to ;)
sobota, 24 września 2011
Piękne jesienne popołudnie... z workiem śmierdzącego runa ;-)
Kiedyś kiedyś dostałam od znajomej worek runa z owcy wrzosówki. Przytargała go z jakiejś konferencji biologicznej.
Były to ogólnie czasy zanim jeszcze wkręciłam się w przędzenie i inne "woolcrafty" ;-) a w każdym razie zanim wkręciłam się na tyle, żeby bawić się w obróbkę od podstaw.
Tak więc worek został schowany do garażu i tam czekał na lepsze czasy. W międzyczasie padł pomysł, żeby wykorzystać go do drużynowych warsztatów z obróbki wełny, ale, jak to z drużynowymi inicjatywami bywa, zrealizowany nie został, no i czekała sobie biedna wrzosóweczka aż do zeszłego tygodnia, kiedy to, stwierdziwszy że pogoda się jeszcze do wszelakich brudnych robót nadaje, wydobyłam wór z garażu celem zapoznania się ze stanem jego zawartości.
Na pierwszy rzut oka nie było źle.
Były to ogólnie czasy zanim jeszcze wkręciłam się w przędzenie i inne "woolcrafty" ;-) a w każdym razie zanim wkręciłam się na tyle, żeby bawić się w obróbkę od podstaw.
Tak więc worek został schowany do garażu i tam czekał na lepsze czasy. W międzyczasie padł pomysł, żeby wykorzystać go do drużynowych warsztatów z obróbki wełny, ale, jak to z drużynowymi inicjatywami bywa, zrealizowany nie został, no i czekała sobie biedna wrzosóweczka aż do zeszłego tygodnia, kiedy to, stwierdziwszy że pogoda się jeszcze do wszelakich brudnych robót nadaje, wydobyłam wór z garażu celem zapoznania się ze stanem jego zawartości.
Na pierwszy rzut oka nie było źle.
piątek, 16 września 2011
Prządka on tour ;-)
Ostatnio przędę głównie "w podróży" - na wyjazdach historycznych (co akurat się rozumie samo przez się),
w pociągu, w kawiarni, w galerii handlowej...
Biała nitka - uprzędziona na Ciechanowie, w większości podczas wykładu prof. Duczko - trzeba było czymś zająć ręce. A szara to owoc ostatniego wyjazdu do Łodzi - wyjazd w sprawach zawodowych, ale że później miałyśmy ze współpracowniczkami nieco czasu - to zrobiłam im mini-wykład o przędzeniu ;-) Kto wie, może złapią bakcyla :D
w pociągu, w kawiarni, w galerii handlowej...
Biała nitka - uprzędziona na Ciechanowie, w większości podczas wykładu prof. Duczko - trzeba było czymś zająć ręce. A szara to owoc ostatniego wyjazdu do Łodzi - wyjazd w sprawach zawodowych, ale że później miałyśmy ze współpracowniczkami nieco czasu - to zrobiłam im mini-wykład o przędzeniu ;-) Kto wie, może złapią bakcyla :D
czwartek, 8 września 2011
Ciechanów
Miałam wrzucić zdjęcia kolejnego farbowania, ale tymczasem rodzinka porwała mi aparat.
Za to będzie filmik z Buntu Mazowsza, która to impreza odbyła się w zeszły weekend nieopodal Ciechanowa.
I była chyba najfajniejszą w tym sezonie (lojalnie powinnam stwierdzić, że najlepsza była Cedynia, no ale robiąc tam za jednego z orgów miałam tyle roboty... że jednak Ciechanów fajniejszy ;)
Film nakręcony przez TV Ciechanów, ichniejszą internetową telewizję.
W ogóle Ciechanów to bardzo medialne miasto - dwie telewizje, lokalnych gazet więcej niż w Katowicach ;)
http://ciechanow.tv/archives/742 tutaj link.
A od 3:07 to nawet i ja jestem - ekipę z kamerą widać zainteresowało przędzenie.
środa, 24 sierpnia 2011
Tunika
Dziś coś z działalności kramowo-rzemieślniczej:
tunika uszyta na zamówienie - szyta ręcznie, z ciekawej, choć cholernie ciężkiej do szycia wełny, obszywana cieńszą wełenką farbowaną w liściach brzozy.
Część sympatycznego zestawu, składającego się z wełnianych kraciastych spodni - też są na zdjęciach i koszuli z naturalnego lnu.
tunika uszyta na zamówienie - szyta ręcznie, z ciekawej, choć cholernie ciężkiej do szycia wełny, obszywana cieńszą wełenką farbowaną w liściach brzozy.
Część sympatycznego zestawu, składającego się z wełnianych kraciastych spodni - też są na zdjęciach i koszuli z naturalnego lnu.
poniedziałek, 15 sierpnia 2011
Farbowanie v. 3 - wrrrrrrotycz
Tym razem będzie o farbowaniu wrotyczem.
Miało być wcześniej, ale dopiero dzisiaj udało mi się zgrać z aparatu zdjęcia.
Wrotycz jest dosyć pospolicie występującą roślinką, o tej porze roku można spotkać go na łąkach, nieużytkach, gruzowiskach - w mojej okolicy na przykład dużo rośnie przy torach kolejowych. Raczej nie na terenach podmokłych.
Wrotycz jest tak poza tym trujący, no ale jeśli nie zamierzamy go jeść - ani spijać barwnika - to nic nam nie grozi (chociaż z drugiej strony kiedyś go do potraw dodawano... ale też używano sporej ilości innych niespecjalnie zdrowych specyfików).
Miało być wcześniej, ale dopiero dzisiaj udało mi się zgrać z aparatu zdjęcia.
Wrotycz jest dosyć pospolicie występującą roślinką, o tej porze roku można spotkać go na łąkach, nieużytkach, gruzowiskach - w mojej okolicy na przykład dużo rośnie przy torach kolejowych. Raczej nie na terenach podmokłych.
Wrotycz jest tak poza tym trujący, no ale jeśli nie zamierzamy go jeść - ani spijać barwnika - to nic nam nie grozi (chociaż z drugiej strony kiedyś go do potraw dodawano... ale też używano sporej ilości innych niespecjalnie zdrowych specyfików).
Subskrybuj:
Posty (Atom)



